Poezja ludowa
Autor : Pani Cecylia Jamrozik
MOJA ZIEMIA
Nasza ziemia jawornicka
Od dziecka mnie wykarmiła.
Łąka pachnąca, rzeczka szumiąca
Kochać i śpiewać uczyła.
Unosi się moja muza
Nad tą wsią rodzinną
W marzenia tęsknoty
Chłopski trud brzemienną.
Niespokojną moją duszę
Niosą skrzydła liche.
Fruwa nad górą, lasem, doliną,
Gdzie rodzinna stała strzecha.
Swojskie zagony, bujne zagaje,
Te fruwające skowronki
Nauczyły moją duszę,
Jak kochać to, co jest nasze.
MACIERZANKA
Obok słonecznej miedzy,
Na brzęczącej góreczce,
Tam macierzanka siedzi
Przy krwawniku, lebiodce.
Wielka, choć skromna, mała
W ciepłą ziemię wtulona,
Rozciągnęła drobniutkie
słodkiej woni ramiona.
Nad rozlanym bukietem
Stoję jak urzeczona
I nie mogę, niestety,
Przytulić go do łona.
Kwiat po kwiatku więc zrywam
W bukiecie mam zerwane.
Będzie zimą rozgrzewał
Zapachów pełny dzbanek.
SKROMNOŚĆ I PYCHA
Spotkała Pycha Skromność na drodze,
Z góry przygląda się tej niebodze.
Wysokim okiem na nią spojrzała
I dumnym głosem spytała:
Kimże ty jesteś, bo dla mnie nikim,
Ja mogę mierzyć się i z obłokiem.
Mam piękny pałac, cudne pokoje,
Co zechcę, wszystko może być moje.
Skromniutka Skromność odrzekła cicho-
Dla mnie wystarczy chateczka licha.
Wybuchła burza, okropna burza,
Wysoki pałac rozpadł się w gruzy,
A tam pod lasem chateczka mała
Cicha i skromna została.
WOJNIE - STOP
Czy to nie szalone?
- i jak nazwać inaczej?
On piekło wojenne rozpętał na ziemi,
Prawdziwego diabła wyręcza w robocie.
Najeźdźca i obrońca
- w wojnie jedna karta.
Czy życie człowieka jest tak mało warte?
Motywy wojny nie przemawiają,
Więc ludzie ciągle manifestują,
Przeciw agresji, przeciwko wojnie.
Walczą, by każdy mógł żyć spokojnie.
REFLEKSJA
Wiek dwudziesty pierwszy
zrobił pierwsze kroki,
Chwycił górne szczeble wiedzy i techniki.
Szaleje na świecie era komputera,
Człowiek po Kosmosie
doświadczenia zbiera.
Zebrał z nieba wiedzę i śpieszył ku ziemi.
Nagle niespodzianie
w nicość się przemienił.
Wieść tragiczna burzy
myśli w mojej głowie,
Snują się refleksje, kim i czym jest człowiek.
- Bogaty, zaradny, wykształcony, mądry...
Wśród tych mocnych zalet
słaby i bezbronny.
O GODNOŚCI
Godność człowieka wartość bez miary
Nie da zamienić się na dolary,
Nie można kupić jej i za złote,
Bo nie ma ceny na taką cnotę.
Gdy na godności powstaje rana,
To jakby szpila w duszę wbijana,
Jak cierń głęboko raniący serce…
Trucizna działa – godność w rozterce.
W życiu ktoś nieraz – dzika pantera
Godność człowieka chce sponiewierać.
Trudna jest walka z tym napastnikiem.
Jak postępować , by nie być nikim?
DLACZEGO
Własną ręką zgasiła płomień swego życia,
przecięła nić w połowie na burzliwej fali.
Chociaż majem pachniało i urodą wiosny,
nie chciała, lecz dlaczego
nie chciała płynąć dalej?
Czarna chmura widocznie
kamieniem zawisła,
ciężar nie do zniesienia,
nie do udźwignięcia.
Chwila beznadziejności?
rozpaczy?
odwagi?
Pozostawiła pustkę i rozdarte serce.
GROŹNA CHOROBA
Antybiotyk tej groźnej choroby nie leczy,
Człowieka potrafi ona odczłowieczyć.
To żądza pieniądza, a z nią często buta
I wielkie mniemanie
- jestem królem świata,
mam mieć królowanie.
Wysłał król chłopców z kulami pod kule
A sam siedzi pod ochroną
I mieni się królem.
Szmal urósł w potęgę, omamił człowieka
Z pychą, egoizmem często odczłowiecza.
Omamiony, butny walczy o profity.
Czy to ma znaczenie,
Ilu jest zabitych?
NIEPEŁNOSPRAWNY
Idzie człowiek ulicą,
Mocne ma ręce i nogi.
Bagatela przejść dla niego
Kawałek czy kawał drogi.
Serce jak dzwon mu bije,
Twarz pełni życia nie kryje,
Oczy jak u sokoła
Widzą wszystko dokoła.
Spotkał na drodze dziadka starego,
Który się ozwał – pomóż kolego
Niosę zakupy, choć to nie wiele,
Dojść już nie mogę do swego celu.
Spojrzał nań człowiek niemiłym okiem
I w szybkim tempie przyśpieszył kroku.
Machnął jeszcze ręką pomagać nieskory.
biedny, biedny to człowiek, niepełnosprawny i chory.
MARSZ POKOJU
Idzie przez miasto ulicą
- Protest ...
Ubrany w przyjazną myśl ludzką
- Protest ...
Z pokojową duszą
- Protest
Przeciwko wojennym zakusom
- Protest
Walczy o pokój dla zwykłego człowieka.
Zwykły człowiek jest tuż obok,
Mieszka też i daleko.
Głos Pokoju leci poprzez różne kraje,
Bo komu wojna słodki owoc daje?
UWIERZ W SIEBIE
Uwierz sam w siebie,
Na bok kompleksy.
Każdy być może
Dobry i lepszy.
Każdy ma cenne wartości w sobie,
Tylko je trzeba wydobyć.
Różni są ludzie wszech kontynentów,
Lecz nikt nie posiadł wszystkich talentów.
Rozpoznaj zatem swe możliwości...
Kompleksy w tobie nie będą gościć.
RADOŚĆ
Idzie radość poprzez pole
Ubrana w suknie z kolorów.
Na tej sukni letnie kwiaty:
Maki, stokrotki, bławaty.
Słońce świeci, wiatr powiewa
Uśmiechnięta radość śpiewa
Bo z kwiatami i ze słońcem
Można cieszyć się bez końca.
BĄDŹ ZAWSZE SOBĄ
Ucz się młody człowieku,
Nie zostawaj w tyle.
Wiedza może poprawić
Twe życiowe chwile.
Ucz się dla siebie,
Ucz się dla chleba,
Obce języki też poznać trzeba.
I niemiecki i francuski,
Angielski, hiszpański, ruski
I innych języków krocie
Mogą ci ułatwić życie.
Ucz się sumiennie,
Ucz się wytrwale.
Tutaj w obawie postawię – ALE
BĄDŻ ZAWSZE SOBĄ,
Byś w tym biegu językowym
Siebie nie zagubił
I byś nie obrażał
Swej ojczystej mowy.
MIŁOŚĆ JAK WIERNY PRZYJACIEL
Miłość jak przyjaciel wierny
Na tej wyboistej drodze,
Potrafi podnieść z ruiny,
Kiedyś zdruzgotany srodze.
Gdy serce w piersi kołata mocno,
Gdy strumień z oczu płynie obficie,
Gdy pośród burzy brniesz ciemną nocą,
Lżej nieść z miłością ciężary życia.
Miłość nadzieją każdy kąt karmi,
Próżnie napełnia bogatą treścią.
Pusto za nami, pusto przed nami,
Kiedy się życie mija z miłością.
DZIWNA KONKURENCJA
Mieszka wśród ludzi Dobro i Zło.
Rządzić człowiekiem obydwa chcą.
Oba by chciały na swoim koncie
Mieć załatwionych spraw jak najwięcej.
Jedno panuje, drugie grasuje,
A człowiek Dobro i Zło pielęgnuje.
Ten i ów kocha dobre uczynki,
Lecą od niego miłe nowinki.
Inny zaś nieraz, każdy to przyzna,
Niedobre rzeczy w zanadrzu trzyma
I wyskakują ze złego mieszka
Niemiłe słówka, brzydkie uśmieszki,
Czasem ploteczki ostre jak ciernie
Ranią drugiego niemiłosiernie.
Bolą złe słowa i złe spojrzenia,
A złe uczynki? Brzydkie działania?
Tu nie trzeba wyjaśniania.
Kłębią się myśli, refleksja snuje…
Z dyszy, w której Pan Bóg mieszka,
Z serca, w którym nie ma brudu,
Zło nie promieniuje.
Autor: Genowefa Pelc
ZIEMIA RODZINNA
Całym sercem – dusza niewinną
Kochałam tę świętą – ziemię rodzinną
Na której moja kołyska stała
I której dawna karmi mnie chwała
Kocham te barwne kwiaty na łące
Kocham te łany kłosem szumiące
Które mnie żywią – które mnie stroją
I które zdobią – Ojczyzną moją
Kocham te góry – lasy i gaje
Potężne rzeki ciche ruczaje
Bo w tych potokach w wodzie u zdroja
Ty Ty się przeglądasz Ojczyzno moja
Krwią użyźniona – we łzach skąpana
Tak dla nas droga i tak kochana.
MOJA WIEŚ
Nasze Hadle to jak bajka
Jeździ nawet tu ciufajka
Taka piękna kolorowa
Od Przeworska do Dynowa
To nie tamta brudna stara
Wyglądała jak ofiara
Że nikt do nie nie chciał wsiadać
O tym to już szkoda gadać
Teraz to zupełnie co innego
Radosnego i miłego
Przyszedł nagle inny czas
Pachnie łąka, pachnie las
Nawet ciuchcia urodziwa
Jedzie i ogląda żniwa
Jak kosimy – jak zwozimy
Pracujemy w pocie czoła
No i teraz głowy w górę
Nasza wioska jest wesoła
Jeszcze Dom Kultury mamy
W którym często przedstawiamy
Mękę Pańską – to Jasełka
I znów z tego radość wielka
W tym roku Dożynki były
Nie żałował z nas nikt siły
Każdy chętnie się przyłożył
No i Dom Kultury ożył
Były tańce na ludowo
Każdy się zabawił zdrowo
Czy dorosły czy też mały
Bo był to bal doskonały
Jeszcze wiele by opisać
Ale muszę kończyć dzisiaj
Bo złamałam sobie nogę
W tym odczułam wielką trwogę
Sześć tygodni mam już z głowy
Gips na nodze jest gotowy
Ale wielkie mam nadzieje
Że do stycznia wyzdrowieję
Jeśli wtedy Bóg pozwoli
To przyjadę z Bożej woli
Na spotkanie bardzo miłe
Które również daje siłę
POŻEGNANIE LATA
Hula wiatr – hula wiatr
Po pustych polach już
Znikły z pola stogi siana
I kopy skoszonych zbóż
Słońce z rana późno wstaje
Coraz chłodniejsze dni
Milknie wesołych ptasząt śpiew
Bo odlot zbliża się
Żegnaj nam lato – już z żalem żegnamy się
Na drugi roczek znowu spotkamy się
Zabierasz z sobą długie upalne dni
Zostaw nam słońce bardzo prosimy cię
Już bociany wyfrunęły
Na niebieskie szlaki
Lecą – lecą w kraj nieznany
Te rodzinne ptaki
Dzikie gęsi lot zniżyły
Krzykiem zegnają nas
Milknie wesoły ptasząt śpiew
Jeziora i las
Żegnaj nam lato – ale na krótko
Na pewno teraz będzie nam smutno
Ale i jesień przecież kochamy
Z pola z ogrodów wszystko zbieramy.
RODZINNA CHATKA
Była radosna, strzechą pokryta,
ale miłości miała do syta.
Jedna izdebka, a w niej klepisko,
ale radosne było tam wszystko.
Stały dwa łóżka i stolik stary,
no i na ścianie skrzypce wisiały.
Przy piecu ława, dalej kanapa
na skrzypcach grywał kochany tata.
Zawsze co wieczór brał je do ręki
i było słychać przepiękne dźwięki,
dźwięki muzyki, melodii starych,
a na klepisku tańczyły pary.
Jedna za drugą polki, oberki,
jaki tu powstał przy tym gwar wielki.
Jedni tańczyli, drudzy śpiewali,
mało się chatka tu nie zawali.
Ale się jakoś nie zawaliła,
tylko radosna na podziw była.
Dziś stoi sama jest zasmucona,
bo przez najbliższych jest opuszczona.
Jednak wspomnienia zostały miłe,
które do dzisiaj dają nam siłę,
bo gdy się wspomni rodzinną chatkę,
to przypomina ojca i matkę,
gdzie nas tulili zawsze do siebie,
w rodzinnej chatce było jak w niebie.
MOJA SAMOTNOŚĆ
Było mi smutno u progu mego
Teraz doznałam szczęścia wielkiego
Ktoś mnie odnalazł w chatce ubogiej
Zawsze kochanej, zawsze mi drogiej
Na pewno to ciekawostką
Ktoś mnie obdarzył tak wielką troską
Znalazł się taki – i to w powiecie
Sądzę, że wszyscy o tym już wiecie
O, jak mi miło być razem z Wami
Mogę się dzielić swymi troskami
A przy tym radość ogromna przecie,
Że się znalazłam już w innym świecie
I mogę dzisiaj pisać te wiersze
To chyba w życiu dla mnie najmilejsze
Są one proste nie wyuczone
Ale przeze mnie tak wymarzone
Więc je układam z wielką szczerością
Pragnę pozostać Waszą radością
Przez wszystkie lata życia mojego
Kiedy doznałam szczęścia wielkiego.
JESIEŃ
Złota polska piękna jesień
Skończył sie już miesiąc wrzesień
I październik się zaczyna
Chyba wkrótce przyjdzie zima.
Ale nas to nie przestraszy
Bo zrobione są zapasy
Wszystko z pola pozbierane
Na zimę przygotowane.
Liście żółkną opadają
Drzewa nagie pozostają
Ptaszki od nas odlatują
Które zimę nam zwiastują.
Kwiaty prawie zamierają
Chryzantemy pozostają
By wystroić nasze groby
Tyle jeszcze jest ozdoby.
Potem już zamiera wszystko
Będzie padać, będzie ślisko
Trzeba się ciepło ubierać
Bo będzie zima doskwierać.
KĘS CHLEBA
Chleb wielkie słowo w niebie i na ziemi
W nim bóg sam siebie między ludzi dzieli
Przed chlebem życia truchleją anieli
Człek go spożywa usty pobożnymi.
A w ziemskim chlebie jest pokarm i siła
W chlebie Bóg życie doczesne przesyła
Z chleba bierzemy i żywi i zdrowi
Zbawienie ciała, zbawienie duchowi.
Lecz biada temu
Kto chleb zbawienia świętokradzko spożył
Pokarm życia na duszy otruty
pod stopy swymi sam przepaść otworzył.
BABCIA
U nas we wsi
Babcia stara
Chodzi taka jak ofiara
Buty nosi poszarpane
Włosy ma nie uczesane
Nos w fartuszek wyciera
Tak – że życie jej doskwiera
Ale jeszcze mimo tego
Lubi coś i wesołego
z zespołem współpracuje
Nawet figle pokazuje
Śpiewa tańczy cupka nogą
Nawet młodzi tak nie mogą
Bo to wszystko po staremu
I podoba się każdemu
No bo folklor jest ciekawy
Daje dużo do zabawy
Babcia także się wybrała
No i scenę odegrała
Wszyscy ją tam podziwiali
Brawami oklaskiwali
Babcia dumna wraca do dom
Jak by jeszcze była młodą
Powiedziała jak żyć będzie
To pojedzie z nami wszędzie
Nie daruje se niczego
Bo w tym wiele jest dobrego.
OCZEKIWANIE
Oczekiwałam czterdzieści lat
I smutny dla mnie był ten świat
Bo przecież każdy chce być kochany
Mnie nikt nie kochał – oprócz mej mamy
Swego Tatusia to ja nie znałam
Nigdy na oczy go nie widziałam
Żyłam w rozterce ciągle skrzywdzona
Bo przyszłam na świat przecież stworzona
I wreszcie przyszedł dzień taki błogi
Gdzie aż zadrżały pode mną nogi
Była to chwila wielkiej radości
Minęły smutki żale i złości
Wpadłam w objęcia mego Tatusia
Serce z radości całe się wzrusza
Łzy także za tym – też przemawiały
Bo jakiś powód – ku temu miały
Ale niestety wszystko minęło
I nowe życie się rozpoczęło
Ja mam Tatusia – on ma córeczkę
Bo tego życia taką chwileczkę
Daje nam Pan Bóg tu na tej ziemi
I tego nikt nam już nie odmieni.


